Pomoc dla Martyni

Pomoc dla Martyni
apel

piątek, 13 marca 2015

bez tytułu...

No cóż...nawet nie wiem od czego zacząć...rok minął od ostaniego wpisu...no dobra rok ,miesiąc i jeden dzień...Nie pisałam długo więc teraz zacząć nie jest łatwo...
Martyśka urosła i to dużo jest z niej "kawał kobitki" jak to mówią niektórzy :-)

W wakacje w końcu udało nam się wyjechać nad morze -spełnić marzenie Martynki :-)
Spędziliśmy superowe wakacje pogoda jak to nad naszym Bałtykiem różna ale co tam pogaoda liczą się osoby z którymi spędza się czas :-) Okazało się ,że nasi znajomi byli na wczasach niedaleko nas.... no i ktoś zrobił nam superową niespodzianke :-D


Więc cóż chcieć więcej...Mąż ,Dzieci,Przyjaciółka, morze plaża i błogie lenistwo... :-)
Wracać do domu się nie chciało...

Od września kolejny rok szkolny 3 klasa.Martyśka lubi chodzić do szkoły,uczyć się spotykać z przyjaciółką ,koleżankami.
Infekcje nadal dają znać o sobie niestety...ale o tem potem...






środa, 12 lutego 2014

kolejna rocznica....

Za 6 dni minie 4 "rocznica"... a ja już od jakiegoś czasu przeżywam wszystko "od nowa" czasem zastanawiam się czy kiedykolwiek będę potrafiła "nie przeżywać" aż tak silnie....
znów widzę oddział...jazdę karetką,czuje ten ból ,strach...i widzę moja Kruszynkę w łóżeczku patrzącą na mnie pytającym i przerażonym wzrokiem... to takie trudne...jest wiele rzeczy z tego okresu o których nadal nie mogę mówić tak bolą,,,pisać już tez pomału nie daję rady bo łzy napływające do oczu rozmazują wszystko...
Są tacy ,którzy mówią..".ale to już było ,minęło, teraz jest ok jest remisja trzeba się cieszyć " tak cieszę się i to bardzo ale lęk i strach jest nadal jak przyjaciel zawsze przy mnie- każda infekcja,gorsze samopoczucie ,ból nóg,pleców... wzbudza we mnie lęk i strach...
Nie chcę przenosić tych emocji na resztę rodziny staram się ale nie wiem na ile mi to wychodzi tym bardziej ,że dzieci są jak barometry-wyczuwają nastrój rodziców. Martyśka w ogóle ma jakiś "radar" gdy zdarzy mi się gdzieś czmychnąć  na bok i uronić łzę to Ona zaraz jest obok i pyta "Mamuś co się stało?"Czasem nieźle muszę sie natrudzić by Jej powiedzieć cokolwiek ,nie by ją "spławić" i powiedzieć coś na odczepne tylko by nie wybuchnąć płaczem i jej nie wystraszyć.Czasem mówię,że jest mi smutno i porozmawiamy później a czasem stać mnie tylko na to by ją przytulić i powiedzieć "Kocham Cię" i wtedy na to wszystko najczęściej przybiega Michaś i pada pytanie "Co się stało?" więc Martyśka odpowiada "Mamie jest smutno." I już następne łapki otaczają mnie i jest mi cudownie,ciepło i mogłabym tak trwać w tym "przytulasie" na zawsze :-)
Michaś i Martyśka mają coś z bliźniąt :-) taką specyficzną więź -choć był czas taki ,że niektórzy myśleli ,że są bliźniakami:-)  Kiedy Martyśka była w Klinice, Miki spędzał czas w jej pokoju,miał problem by rozmawiać z nią przez telefon-tęsknota była tak silna,że kiedy usłyszał jej głos w słuchawce nie był w stanie wydusić z siebie słowa i znikał w jej pokoju-płakał...
Kiedy rozmawiał ze mną najczęściej było to pytanie "Kiedy wrócicie do domu?" wtedy to z kolei ja dusiłam łzy i tę "kulę " w gardle która mnie dławiła i mogłam tylko odpowiedzieć :Nie wiem..."
Ten strach lęk, ból , który towarzyszył mi-nam był nie tylko  związany z Martyśką, martwiliśmy się również o chłopców-jak to wszystko zniosą ,jak dadzą radę przetrwać ten trudny czas i jak on się odbije na ich przyszłości.Martwiłam się o Bartka -przecież w internecie mógł znaleźć wiele informacji na temat białaczki i to nie koniecznie tych, które chciałabym by poznał bynajmniej nie w taki sposób.Co mogłam,umiałam,wiedziałam to wytłumaczyłam kończąc prośbą by nie szukał informacji w necie tylko pytał nas a my w miarę naszej wiedzy odpowiemy.
Te 8 miesięcy w Klinice mimo rozłąki zbliżyło nas do siebie z pomocą Bożą daliśmy radę :-)
Strach i lęk pozostał miłość-jeśli to w ogóle możliwe-jest silniejsza :-) dała nam moc-siłę i daje nadal...
a słowa  BŁ.Jana Pawła II  "Musicie być mocni mocą miłości, która jest potężniejsza niż śmierć"-które były z nami  wtedy, są nadal i prośba o Jego wstawiennictwo za nami.Na kolędzie Ksiądz powiedział mi jeszcze o Św. Ricie... no Św Rito no to teraz i Tobie będziemy "zawracać głowę" :-)
 No cóż...na dziś kończę...jutro wstanę z zapuchniętymi oczami  a rano  z Martyśka na rehabilitację idę to nie mogę straszyć ludzi :p a jeszcze mnie pakowanie czeka ...
Jedziemy do Dziadków może ta wiosenna pogoda poprawi mi nastrój  i poszalejemy na łonie natury co prawda nie na śniegu ale mi osobiście nie przeszkadza wiosna zimą bo Martyśka  nękana przez wysypkę w taką wiosenną pogodę, dłużej na świeżym powietrzu może przebywać :-)

wtorek, 11 lutego 2014

No to się opuściłam w pisaniu :p 
Obiecałam cd na temat adaptacji Martyski w szkole więc postaram się wywiązać z obietnicy :-)
Jest lepiej :-)))))))
 Rozmawiałam Wychowawczynią Martysi P. Gosia jest super :-) Rozmawiałam także z P. psycholożką szkolną.Można by rzec ,że jest ok :-)) Rozmowy w takich sytuacjach nie są łatwe z reszta jak każde poważne rozmowy.My rodzice przewlekle chorych dzieci,dzieci po ciężkich chorobach często odbierani jesteśmy jako przewrażliwieni, roszczeniowi rodzice -często nie znaczy zawsze,ale to wystarczy by mieć opory do poruszania :ciężkich" tematów.Na szczęście mi się udało przez to przebrnąć bez poczucia , że zostałam odebrana jako "nadopiekuńcza,przewrażliwiona mamuśka " :-) 
Martyśka zadowolona i to najważniejsze:-) z resztą sobie poradzimy -jak zawsze :-) 

poniedziałek, 11 listopada 2013

Szkoła...radość i... rozczarowanie...

Wreszcie nadszedł ten upragniony przez Martynkę czas chodzenia do szkoły :-)
tak wiem to już prawie polowa listopada a dopiero notka na ten temat,tylko ,ze gdyby pisać wcześniej to nie byłoby za bardzo o czym.
Teraz już jest pewien pogląd na sprawę...
Wcale nie jest tak różowo...
Nauka sama w sobie ok :-) są praktycznie same 6 :-) ale jeśli chodzi o kontakty z koleżankami i kolegami oraz adaptacją-tu jest gorzej...
Po za mną to chyba wszyscy jak nie większość myślała ,że Martynka nie będzie miała z tym problemu...
Wygadana,uśmiechnięta ,pełna optymizmu,nie poddająca się ,dzielna dziewczynka ale wbrew pozorom jednak bardzo nieśmiała,bojąca się odrzucenia (jak każdy)
Kiedyś  jeszcze w czasie indywidualnego toku nauczania P. Psycholog zapytała Martynkę czy czuje się inna ,gorsza niż inne dzieci na co Martyśka odpowiedziała "Nie zastanawiałam się nad tym ,nie myślę o tym.nie skupiam się nad tym- bo przecież każdy jest inny":-) i to była super odpowiedz,dziś jest jednak inaczej..
Kiedy dzieci pytały mnie, które z nich kocham bardziej to zawsze odpowiadałam im ,że kocham ich tak samo mocno ale każdego  trochę inaczej,bo każdy z nich jest inny,że nie ma dwóch takich samych ludzi i że inny nie znaczy gorszy-lepszy po prostu każdy ma swoją osobowość,wygląd,poglądy...itd... że każdy jest inny- wyjątkowy :-) że to jest fajne bo gdyby wszyscy byli tacy sami byłoby nudno :-) do dziś kiedy czasem (chyba tak dla przekory ) jedno z nich pyta:-  "Mama kochasz mnie bardziej niż..." bądź stwierdza "Mama mnie kocha bardziej" to zaraz drugie odpowiada "Mama kocha nas tak samo mocno ale każdego inaczej bo każdy z nasz jest inny- wyjątkowy" :-):-) :-)
Przykro mi kiedy Martyśka po powrocie ze szkoły mówi "Nie mam się z kim bawić w szkole" :-( i opowiada jak to jest na przerwach ,że najczęściej bawią się w "ganianego"  i ,że to nie jest fajne bo zawsze ją łapią pierwszą ,że szybko się męczy i nie lubi się w to bawić więc sobie tak sama chodzi.a kiedy bywają deszczowe dni to tworzą się grupki na korytarzu  i nie ma z kim rozmawiać.kiedy pytałam czy podchodzi do jakiejś grupki i próbuje z nimi zagadać,czy też jak bawią się w grupkach to czy pytała czy może się dołączyć- wtedy odpowiadała,że nie bo byłoby jej przykro gdyby się nie zgodzili, bo gdyby chcieli się z nią bawić to by ją zaprosili do zabawy..Namawiałam ją by spróbowała- tłumacząc jej ,że faktem jest to ,że jest "nowa" w klasie ,że oni już chodzą ze sobą  co najmniej rok jak nie dłużej i już zdążyli się poznać a jej jeszcze nie znają i ona ich też więc wszyscy razem muszą się "dotrzeć"i tak jak Ona boi się ,że się nie zgodzą tak samo Oni mogą nie mieć odwagi zaprosić ją do wspólnej zabawy myśląc tak samo. Podpowiadałam ,ze jeśli nie lubi zabawy w "ganianego" to może zaproponuje jakąś zabawę... Trochę trwało zanim spróbowała.Ma już koleżanki ale często jednak bywa na uboczu...
Kiedy była chora pierwszy raz po rozpoczęciu roku szkolnego-chodziłam do jej koleżanki po lekcje,kiedy z powodu wyjazdów do lekarzy specjalistów nie była w szkole- chodziła sama do niej
 a kiedy znów zachorowała-byłyśmy bardzo miło zaskoczone kiedy dwie koleżanki z jej klasy przyszły by podać jej lekcje :-) było to bardzo miłe :-)
Myślałam ,że już jest ok ale dziś kiedy mi powiedziała "Mama wcale nie jest tak fajnie w szkole jak myślałam,nie lubię za bardzo chodzić do szkoły"  to zrobiło mi się bardzo przykro :-( zaczęła opowiadać jak jest- owszem ma koleżanki czasem rozmawiają z nią ale częściej bywa na uboczu i nawet jak podchodzi do rozmawiających dziewczynek i próbuje z nimi zagadać to słyszy "To nie twoja sprawa idź sobie"...
Chłopcy wiadomo jak chłopcy to wiek w którym bawią się ze sobą. 
Ja wiem i zdaję sobie sprawę ,że być"nowym" wcale nie jest łatwo bo któż z nas nie był "nowym"jak nie w szkole to w pracy i wiemy jak jest i że na wszystko potrzeba czasu.Wierze głęboko w to ,że się zaaklimatyzuje w szkole i będzie miała koleżanki i kolegów.Widzę ,że ogólnie jest lepiej niż było na samym początku gdzie po powrocie ze szkoły opowiadała zszokowana o tym jak to dzieci biegają,przepychają się ,że nie raz "dostała z łokcia",a to ja ktoś popchnął itd myśląc że to wszystko specjalnie w nią wymierzone-tłumaczyłam wówczas że tak jest w szkole ,że to normalne i by nie myślała ,że jej nie lubią i dlatego tak robią ,że ot  po prostu "szkolne życie"  wydaje mi się ,że już do tego się przyzwyczaiła.
Najgorzej jest kiedy wraca do szkoły po nieobecności...jakby wszystko zaczynała od nowa...
No to się rozpisałam... na dziś koniec cdn...



czwartek, 24 października 2013

Czas...

Czas leci jak szalony...czasem sama nie wiem czy dobrze czy źle :-)
Ale na to wpływu nie mamy :-) no i w sumie dobrze...czy chciałabym cofnąć czas? pewnie ,że tak i to nie jeden raz,tylko pytanie co by to dało... bo każdy kto myśli o cofnięciu czasu nie zastanawia się pewnie czy cofnięcie czasu wiąże się z możliwością zmiany.No bo przecież kto powiedział ,że jeśli w ogóle można by cofnąć czas to mielibyśmy świadomość tego co miało miejsce, by móc to naprawić, zmienić...
Chciałabym cofnąć czas do 2009 roku -koniec lata wczesna jesień... Praca w przedszkolu z dzieciaczkami.Miła atmosfera,dzieci słodkie,spontaniczne ze swoimi wszystkim pomysłami i tymi fajnymi i tymi mrożącymi krew w żyłach... moje dzieci w tym samym przedszkolu -czyli wyjeżdżamy razem, w czasie zajęć mijamy się tu i ówdzie, razem wracamy... straszy syn w szkole ,mąż w pracy .Wracam z maluchami z przedszkola ,w niedługim czasie syn wraca ze szkoły potem mąż z pracy,wspólny obiad,rozmowy,zakupy,spacery,kolacja ...sielanka, która niestety krótko trwała...5 miesięcy  Owszem w czasie tej sielanki bywało różnie ,infekcje,śnieżyce itp ale ogólnie sumując było to dobry czas :-) po 5 miesiącach choroba Martynki przewróciła nasz świat do góry nogami...straciłam pracę,dzieci poczucie bezpieczeństwa,stabilizacji,wdarła się niepewność,strach, lęk,bezradność,...etc.
Co by mi dało cofnięcie czasu..to ,że przechodzilibyśmy wszystko od początku?? o nie dziękuję...Co bym mogła zmienić?
Więc zamiast zastanawiać się co bym zrobiła gdyby...
Wolę szukać tego co było dobre w tym ciężkim dla nas doświadczeniu i z nowym bagażem doświadczeń iść dalej przez życie i cieszyć się każdą chwilą. :-)
Z tym cieszeniem się wcale nie jest tak łatwo-wiadomo są sytuacje w których strach zwycięża niestety...
Staramy się lecz różnie nam to wychodzi...
Lato minęło też nam bardzo szybko:-) pogoda dopisała, Martyśka w czasie ciepłych dni "uwolniona" od wysypki mogła  w pełni cieszyć się pobytem na dworze  :-) Jazda na rowerze- wyczekana , wytęskniona,pluskanie się w basenie na działce :-) zabawy z innymi dziećmi bez obaw związanych z  portem:-) Choć nie da się tak z dnia na dzień "przestawić" do dziś są czasem pewne sytuacje które wskazują na to ,że Martyśka zapomina się ,że już nie ma portu-nie ma się czemu dziwić- miała go przez ponad 3 lata.
Udało nam się wreszcie odwiedzić Gosię i Jej rodzinkę :-)Czas spędzony u Nich był super...Dzięki :-)
Rozrywka zorganizowana na 6 :-) radość dzieci  ( i nie tylko dzieci) widać na zdjęciach :-)









Jak ten czas szybko zleciał... :-)


wtorek, 1 października 2013

Ale  tu cisza ... ;-) mógłby  wreszcie cos ktoś napisać ;-)
Jak tylko wena wróci i czas to jakiś post się pokaże ...ale wstyd...

sobota, 27 lipca 2013

We wtorek byliśmy na wizycie kontrolnej w Poznaniu.Czas oczekiwania umiliły nam dwie cudowne osoby:-)Gosia i Ania :-)Anię mieliśmy okazję poznać wówczas osobiście, bo wcześniej poznaliśmy się dzięki Marzycielskiej Poczcie :-)
Czas biegł bardzo szybko ,chyba wyjątkowo za szybko tym razem :-)Dziękujemy Dziewczyny za waszą obecność :-)Wyniki OK czas mile spędzony w dobrym Towarzystwie ,pogoda piękna... czego chcieć więcej ?  :-) Widząc uśmiech na twarzy Maryni...no cóż serce rośnie :-)