Pomoc dla Martyni

Pomoc dla Martyni
apel

czwartek, 7 czerwca 2012

"Chleb pachnący miłością" :-))

Od pewnego czasu, uscislając krótko przed świętami Wielkanocnymi zaczęłam piec chleb na zakwasie,
na początku robiłam go sama teraz robię częsciej i juz mam wielką pomoc mojej córeczki :-)
W poniedziałek piekłysmy kilka chleb różnego gatunku Martynia nie mogła się doczekać kiedy jej chlebek będzie juz gotowy (kto piekł kiedykolwiek chleb lub ma jakąkolwiek wiedzę na ten temat wie że czas i cierpliwość są potrzebne :-) ) W końcu doczekała się  :-) pachniało chlebem w całym mieszkaniu :-) Martynia wzięła swój chlebek do rąk wąchała go ,wąchała wszystkie chleby i powiedziała : " Mamuś ,wiesz czym mi pachną ?" na co ja "Czym?"
Martynia z uśmiechem na ustach odpowiedziała :" Te chlebki pachną mi MIŁOŚCIĄ " :-)



"Masz rację kochanie bo chleb to DAR BOŻY i robiły go dwie bardzo kochające się osoby " :-))

wtorek, 1 maja 2012

:-)
:-):-):-):-)
Nasza Kochana Księżniczka :-)
Znów mam tempo szachisty....
4 kwietnia na wizycie w Poradni w Poznaniu ogólne wyniki ok :-)
Czas oczekiwania na wizytę umilała Eliza z Radkiem :-) Dziękujemy :-)
Dzieciaki zamęczały ich ale dali radę :-) mam prę fotek ale muszę zapytać o zgodę na publikację ;-)
a z resztą wrzucam hehe




Jak nie będzie następnego posta to znaczy, że Radek zabił mnie za to zdjęcie ;-) hihi

Gosia też dotarła ale później ,no cóż czasem tak bywa ale i tak choć chwile a udało się nam zobaczyć :-) odbijemy to sobie w wakacje :-)
Na wizycie u P. Dr poruszyłam kwestię  wysypki ,która niestety znów dała znać o sobie .Martynia dostała skierowanie do Dermatologa.
Pojechaliśmy od razu  się zarejestrowac i ku mojemu zaskoczeniu a uściślając nie tylko mojemu bo także Pani w recepcji była baaardzo zaskoczona P Dr. przyjęła nas od razu .
Powiedziała ,że wysypka może mieć różne podłoże i tak naprawdę trudno jest powiedzieć  skąd się wzięła,ponieważ juz miala robione badania w ubiegłym roku i wyniki są w porządku.Podejrzewać można ,że to  białaczka mimo ,że jest remisja ,chemia,wpływ temperatury i różne alergeny pokarmowe lub wziewne .Przepisała  leki i dietę.Kiedy przeczytałam rozpiskę diety zapytałam:"Pani Dr to co ja mam dawać dziecku do jedzenia??" P.Dr na to ,ze mam w miarę możliwości stosować tę dietę ....
Dieta jest dragońska dla dorosłego a co tu mówić dopiero dla dziecka ...
jest to tzw Dieta Aspirynowa,
Krótko mówiąc stwierdziłam ,że musiałabym kupić ekologicznego świniaczka i gotować go w lekko osolonej wodzie ,oraz sama robić chleb na zakwasie (co czynię :-) ) i to wszystko co może jeść... z owoców i warzyw tylko zielone ,żadnych soków,nic co zawiera benzoesan sodu (a co go nie ma?? wszystko jest konserwowane..nawet wędliny ....) nic co zawiera barwnik żólty i czerwony(budynie,kisiele,galaretki...)
No cóż jak na razie dajemy radę choć nie jest lekko -nadmienię tylko ,że wysypka i tak się pojawiła ale ja juz bardziej kojarzę ją z zimnem,ponieważ kiedy wieje zimny wiatr wysypka daje o sobie znać ,teraz kiedy temperatury są letnie jest piękna słoneczna pogoda to odpukać wysypki nie ma :-)
Zobaczymy co czas pokaże ,mam nadzieję,że to wszystko jest spowodowane brakiem odporności po chemioterapii gdzie jak wiadomo ,organizm jest w tym momencie rajem dla wirusów ,bakterii i różych alergenów.
Cieszmy się tym co jest :-) Martynia to silna kobietka :-)
Niedługo jest  uroczystość Michasia -I Komunia Św.  na ten dzień zapominamy o diecie :-)

niedziela, 1 kwietnia 2012

Wiosna :-)
Ostatnie dni zimy i pierwsze dni wiosny ...pogoda -bajka :-)
Martynia zadowolona ,że moze już spędzac czas na dworze wraz z kolegami i koleżankami.Fakt nie moze "szaleć" jeszcze tak jak jej równieśnicy ale sam pobyt z nimi sprawia jej duzą frajdę.
Piewsze prace "działkowe" -Martynia nie mogła się doczekać kiedy pójdziemy i już dopytywała czy bedzie mogła iść ze mną i czy będzie mogła mi pomagać :-)
Kiedy poszłyśmy na działkę ....no cóż weszła cała gromada pomocników ale po krótkiej chwili ....zostałam sama na placu boju :-)
Całe chętne towarzystwo naglę zniknęło ;-)
Też dobrze :-) Bawili się- nie ma to jak towarzystwo rówieśników i fajna zabawa.
Relaksowałam się fizycznie się męcząc :-)  :-) Sama nie mogłam się doczekać tych pierwszychg dni dużego wysilku na działce.(bo ileż można myć okna dla relaksu ;-) ))
No ale cóż życie byłoby zbyt piękne ...niestety Martynię znów odwiedziła Pani Wysypka.... :-(
Przez jej nie zapowiedziane wizyty Martynia znów nie moze beztrosko bawić się na dworze.
Udaje jej się pobyć od pół godziny do godziny i potem musi wracac do domu z czego nie jest zadowolona czemu się nie dziwię...
Zobaczymy co powie na to P.Dr w czwartek...

piątek, 30 marca 2012

Wypadało by coś napisać ale wena poszła sobie w las i może wróci z wiosną... :-)
Jak pisałam wczesniej czekało Martynię badanie szpiku.
Napiszę od razu SZPIK CZYSTY, REMISJA UTRZYMANA :-)))))))))))))))
Dzień wczesniej czyli 4 marca nie mogliśmy sobie znaleźć miejsca,wszyscy chodzili jacyś nieobecni...
Martynia bała się nakłucia  -wcale się nie dziwię."Mamuś a będziesz ze mną w zabiegowym przy nakłuciu?"-Pytała na co jej odpowiedziałam "Jak tylko Pani Dr. pozwoli to jasne ,że będę ".
"A jeśli nie będziesz mogła ...to zrobisz tak jak zawsze w szpitalu?" "Oczywiście Skarbie tak jak zawsze, jak nie będę mogła być z tobą w środku to będę przy drzwiach."
5 marca
Poradnia, szczerze..nie pamiętam czy tego dnia było dużo dzieci ...byłam w środku a jakby obok.Jakbym patrzyła na to wszystko jako widz...Martynia wystraszona...Chciałam pocieszyć ..ale co miałam powiedziec "nie bój się nie będzie bolało"??? Nie kłamię moich dzieci. Powiedziałam "Pamiętaj Kochanie jestem przy tobie".
Jestem...ale czy dam radę?Bałam się ,bałam się samego nakłucia,wyniku,tego czy dam radę jesli będę mogła być w środku z nią podczas zabiegu...
Okazało się ,że mogę być... Czas oczekiwania umilały Martyni i Michasiowi nasze kochane wolontariuszki Gosia i Eliza:-) Ja pamiętam ,że miałam przyklejony uśmiech do twarzy.. zawsze taka wygadana ... nie umiałam rozmawiać nie wiedziałam co mówić...ważne że Martyni czas milej i szybciej minął w duuużo mniejszym stresie.
Czas na badanie.
Tradycyjnie z naszym szczęściem przy pobieraniu szpiku były studentki.Rozumiem muszą się przecież uczyć ,nie mam nic przeciwko temu by studenci uczestniczyli  jako obserwatorzy czy praktykanci ale ten jeden raz akurat w tym dniu nie chciałam...wtedy wszystko trwa dłużej.Tym razem studentki były obserwatorkami P.Dr tłumaczyła im co i jak...Martynia w miarę mozliwości tuliła się do mnie a raczej ja tuliłam ją.Była jak zawsze dzielna :-).Ja tez dałam radę :-) Teraz czas na odpoczynek na krótki sen.
 W Martyni wydaniu to jest ekspresowy sen :-)
Po godzinie mozna było odebrać już "szkiełko" by P Dr mogła obejrzeć pod mikroskopem.Poszłam ,Gosia dotrzymywała towarzystwa Martyni.
Stałam ze szkiełkiem w ręku pod gabinetem...stres chyba osiągał zenit.Staliśmy z mężem i powiedziałam"Juz nie wiem co czuję...chyba już nic..." Weszliśmy do gabinetu P. Dr. wzięła szkiełko pod mikroskop....nie wiem jak długo je oglądała ale dla nas to była wieczność nie wiem nawet czy oddychaliśmy...P Dr odwróciła się do nas powiedziała"Szpik czysty,remisja utrzymana,mozecie już państwo odetchnąć" potem dodała"Ale my się nieczego innego nie spodziewamy na zakończenie chemioterapii,najbardziej ryzykowny jest pierwszy rok bez chemii"...
Po krótkiej rozmowie  na temat tego co dalej wyszliśmy z gabinetu.poszliśmy do Martyni przytuliłam ją powiedziałm "Kochanie  szpik czysty ,własnie skonczyłaś chemioterapię." :-) "Tak ?? Naprawdę??"spytała Martynia patrząc na mnie z wielkim uśmiechem na twarzy ale z pewnym niedowierzaniem."Już nie będę brała chemii??"Naprawdę??" "Już nie Kotku." powiedziałam, przytuliła się do mnie jeszcze bardziej i obie ocierałyśmy łzy no...nie obie bo we trzy Gosia też.
Gosiu, Elizo...Dziękuję  Wam za to ,że jesteście :-)
Zaczynamy kolejny etap naszego życia.


środa, 29 lutego 2012

Spacerek :-)

Poniedziałek- piękny słoneczny dzień :-) Był taki jakby przyszła tak bardzo oczekiwana wiosna :-)
No i wreszcie ten upragniony tak bardzo spacer po prawie 4 miesiącach...
Martynka z wielkim uśmiechem na twarzy z rewelacyjnym nastrojem wyszła na krótki spacer ,oczywiście w towarzystwie brata,psa no i moim :-)
Na spacerku nie obyło się bez małej "negocjacji " pod tytułem"Kto prowadzi psa na smyczy" :-)
Rozwiązanie się znalazło :)gdy na horyzoncie pojawił się duuuży pies...smycz wylądowała w mojej ręce;) Po ominięciu "przeszkody" w jedną stronę Martynka w drodze powrotnej Michaś prowadzili Kapsika(no ...z małą pomocą mamy :-) ) bo nasz piesek choć mały to jednak zadziorny więc w kontaktach z dużymi psami szczekaniem chce nadrobić rozmiar ;-)
W drodze powrotnej , tak zupełnie przez przypadek wybranej;-) pojawił się na horyzoncie sklep,no i cóż trzeba było wspomóc polską gospodarkę ;-)  Z lizakiem w jednej a wafelkiem w drugiej ręce z uśmiechem na twarzach wróciliśmy do domu na "małe cocnieco" -jak mawiał Kubuś Puchatek:-)
Umówiliśmy się z pogodą na następny dzień :-) lecz spłatała nam psikusa bo padał śnieg a po nim deszcz więc spacer nie wchodził w grę.
Dziś natomiast wiosna znów próbowała się przebić i spacerek(też nie za długi) się udał, co prawda bez brata i pieska ale..
tam gdzie mężczyźni są nam potrzebni wtedy kiedy mają portfel przy sobie :-);-)
Poszłyśmy na nasze małe targowisko :-) pooglądałyśmy fatałaszki, kupiłyśmy jabłuszka i wróciłyśmy do domu:-)
Po obiedzie przyszła Pani Gosia-nauczycielka i Martynia przeniosła się w magiczny świat pełen ciekawych przygód z nauką:-)





piątek, 17 lutego 2012

...

17-01-2012
Boję się ...tak bardzo boje się wznowy,że nie wiem co jest matczyną intuicją a co strachem...

patrzę na córeczkę i mam wrażenie ,że coś jest nie tak....,że wygląda bardziej blado ,,ze „po oczach” coś widać...dziś miała balik karnawałowy wiadomo w bardzo wąskim gronie...Martynia , Pani Małgosia i Michaś...po paru minutach tańca Martynia powiedziała ,że się zmęczyła i musi się napić. Nie trwało długo ..parę minut tańca znów „Zmęczyłam się muszę się napić „ po trzecim razie weszłam do pokoju i pytam”Martyniu zmęczyłaś się naprawdę? Czy po prostu chce ci się pic? Bo jeśli pić to powiedz- chce mi się pic-” na co ona”chce mi się pić bo się zmęczyłam”

słysząc z jej ust „Jestem zmęczona”zaraz ogarnia mnie lęk i strach...oczywiście jeśli te słowa padają po szaleństwach po których każdy by „wysiadał” to jest zrozumiałe ale kiedy po chwili zabawy po której normalnie czuła się ok mówi o zmęczeniu wtedy zapala mi się lampeczka i nakręcam się....

To wszystko nie jest takie proste ...nie chce popadać w paranoje ale nie chce tez przeoczyć czegoś ważnego...i tak...błędne koło...bo jakbym mogła żyć spokojnie jeśli zbagatelizowałabym jakiś symptom??

Nie wiem czy to co się ze mną dzieje ostatnie tygodnie to fakt zbliżającej się „ 2 rocznicy” to fakt badań szpiku? Tych ciągłych infekcji od listopada(krtaniówka ,zapalenia płuc,zapalenie gardła)? Planowego zakończenia chemioterapii...? dwa lata...mijają dwa lata a ja nadal chciałabym by ktoś mnie uszczypnął i wybudził z tego koszmaru...

Koszmar.... to nie jest tak ze cały ten czas to jeden wielki koszmar.

W tym czasie poznaliśmy siebie od nowa,siebie nawzajem -od nowa,odkryliśmy w sobie siłę o jaką byśmy siebie nie podejrzewali i miłość -ona była cały czas i wówczas wydawało się ,ze już nie można bardziej kochać...okazało się ,ze można ,można bardziej kochać ...

Poznaliśmy nowych ludzi mniej i bardziej miłych. Tych o wielkim sercu i sercu z kamienia. Okazało się ze Ci o których myśleliśmy „Przyjaciele” nie udźwignęli „bagażu przyjaźni”(nie mam im tego za złe)
A Ci po których nie spodziewalibyśmy się tego okazali wielkie serce i pomoc( i za to będziemy im wdzięczni do końca naszych dni)

Poznaliśmy ludzi którzy bezinteresownie niosą pomoc,dają serce ...


17-02-2012

Dziś mijają dwa lata odkąd Martynia jest leczona....

W głowie mam znów ....pierwszy dzień... nie będę go opisywać bo zrobiłam to rok temu...

Nie jest łatwiej...

Na szczęście słysząc jak Martynia z Michasiem dziś szaleją jak się bawią, cały dzień buziaki im się nie zamykają :-) śmieją się :-) :-)humor im dopisuje :-) -serce rośnie i jest jakby trochę lżej.

Myśli moje rozbiegane nie potrafię dziś skupić ich na niczym innym...